W moim artykule przeczytasz o:
Większości roślin jesienią nie tnę i robię to świadomie. Cięcie oraz korektę zostawiam na wiosnę, bo jesienne rany mogą nie zdążyć się zagoić przed mrozem, wilgotna aura sprzyja rozwojowi chorobób grzybowych, a łodygi, liście i nasiona są zimą potrzebne roślinom i zwierzętom. Jesienią sięgam po sekator tylko wtedy, gdy roślina ewidentnie tego wymaga.
Dlaczego nie tnę roślin jesienią?
Powodów jest kilka i wszystkie sprowadzają się do jednego: jesień to zła pora na rany. Każde cięcie zostawia ranę, a jesienią roślina nie zdąży jej już zabliźnić przed nadejściem mrozów. Niezagojone miejsce po cięciu łatwo przemarza i staje się otwartą furtką dla infekcji.
Do tego dochodzi pogoda. Jesienna wilgoć, deszcze i mgły to idealne warunki do rozwoju grzybów, a świeża rana po cięciu jest dla nich wymarzonym miejscem. Z tych powodów cięcie i korygowanie roślin zdecydowanie wolę robić na wiosnę, kiedy rośliny ruszają do życia, rany goją się szybciej, a ja przy okazji widzę, co przetrwało zimę, a co przemarzło i wymaga usunięcia.
Co zostawiam na zimę i dlaczego?
Większość roślin zostawiam jesienią w spokoju i nie jest to lenistwo, tylko świadoma decyzja. Zwiędłe łodygi i przekwitłe kwiatostany dają ogrodowi więcej, niż się wydaje.
Przede wszystkim zostają na nich nasiona, a te są zimą cenną stołówką dla ptaków. To, co dla oka wygląda na bałagan, dla sikorki czy szczygła jest obiadem. Piszę o tym szerzej przy okazji dokarmiania ptaków i zwierząt zimą. Poza tym łodygi i liście chronią rośliny oraz drobne zwierzęta przed przemarzaniem, a rozkładając się do wiosny, tworzą naturalny nawóz, który wraca do gleby. Z tego samego powodu nie sprzątam wszystkich liści z rabat, o czym pisałam w osobnym wpisie: kiedy liście zostawić, a kiedy sprzątać.
Ogród nie musi być jesienią wygładzony do zera, żeby był zadbany. Ja to, co zostawiam, uprzątam dopiero wiosną, i wtedy przy okazji przycinam.
Czego jednak nie odkładam, czyli cięcie sanitarne
Jest jeden wyjątek od mojej zasady. Gałęzie ewidentnie chore, połamane albo martwe usuwam od razu, niezależnie od pory roku. Takie cięcie nazywa się sanitarnym i tu czekanie do wiosny szkodzi bardziej, niż pomaga. Chora gałąź zostawiona na zimę może przenieść infekcję na resztę rośliny, a połamany konar po prostu zagraża bezpieczeństwu. Dlatego jeśli jesienią widzę coś takiego, tnę bez wahania.
A drzewa i krzewy owocowe?
Tu ważna rzecz, bo łatwo o pomyłkę. Moje porzeczki, agrest i jabłoń przycinam latem, zaraz po tym, jak skończyły owocować, a nie jesienią. To prawidłowy termin, bo w cieple rany goją się szybko, a ryzyko infekcji jest niewielkie. Jesień jest dla drzew i krzewów owocowych złą porą na cięcie dokładnie z tych samych powodów co przy reszcie ogrodu: rany nie zdążą się zagoić, a wilgoć sprzyja chorobom. Jeśli więc zastanawiasz się nad sekatorem przy owocowych, lepiej odłóż go albo do lata po zbiorach, albo do przedwiośnia.
Czym tnę, gdy już tnę?
Narzędzi mam sporo, bo do różnych zadań przydają się różne. Używam sekatorów zwykłych i akumulatorowych, dużych sekatorów do grubszych gałęzi, pił i nożyc. Stawiam na sprawdzone, znane marki, bo dobre narzędzie po prostu nie zawodzi i nie miażdży pędu zamiast go czysto przeciąć, a gładka rana goi się lepiej niż poszarpana.
Jeśli chcesz wiedzieć, od czego zacząć całe przygotowanie ogrodu do zimy, zebrałam to w osobnym przewodniku przygotowanie ogrodu do zimy.
by