W moim artykule przeczytasz o:
Jeśli właśnie patrzysz na zwiędłe hortensje, żółknący trawnik i prognozę bez deszczu na kolejne dziesięć dni – masz trzy rzeczy do zrobienia jeszcze w ten weekend i trzy, których lepiej nie robić wcale.
Zrób: podlej raz porządnie, ale wieczorem, kiedy słońce już zachodzi; wyłóż grządki warstwą mulczu (kora, słoma, skoszona trawa); odpuść koszenie trawnika albo podnieś nóż w kosiarce wyżej.
Odpuść: codzienne zraszanie wodą z węża, podlewanie w południe i krótkie strzyżenie trawnika „żeby ładnie wyglądał”. Każda z tych rzeczy w suszy szkodzi bardziej, niż pomaga.
Poniżej rozpisuję, dlaczego tak, ile dokładnie wody, czego nie wolno przegapić i co robię u siebie w ogrodzie, kiedy od kilku tygodni nie pada.
Podlewaj raz, ale porządnie — dlaczego codzienne polewanie z węża szkodzi
Codzienne, krótkie podlewanie z węża wygląda na troskliwą opiekę, a w rzeczywistości uczy rośliny lenistwa. Woda zwilża tylko górne dwa-trzy centymetry gleby, korzenie zostają płytko przy powierzchni, a ta powierzchnia w upale wysycha najszybciej. Efekt: rośliny stają się coraz bardziej zależne od Twojego węża, a kiedy choć raz podlewanie, po prostu więdną.
Lepiej podlewać rzadziej, ale głęboko. Raz na trzy-cztery dni, za to tak długo, żeby woda dotarła kilkanaście centymetrów w głąb gleby. Korzenie pójdą za wodą w dół, a rośliny zaczną sobie radzić, nawet jeśli wyjedziesz na tydzień.
Prosty test: wbij palec w ziemię między roślinami po podlaniu. Jeśli czujesz wilgoć tylko na samej powierzchni, nie wlałaś dość wody. Powinno być wilgotno na mniej więcej dziesięć-piętnaście centymetrów.
O której godzinie podlewać w czasie suszy?
Najlepiej wcześnie rano, między piątą a ósmą. Gleba jest jeszcze chłodna, woda zdąży wsiąknąć, a roślina ma cały dzień, żeby ją wykorzystać. Wieczór, między osiemnastą a dwudziestą pierwszą, też jest dobry, z jednym zastrzeżeniem: nie mocz liści. Mokre liście, które nie zdążą wyschnąć przed nocą, są zaproszeniem dla mączniaka i innych chorób grzybowych.
Najgorsza pora to południe i wczesne popołudnie, między jedenastą a piętnastą. Woda paruje, zanim rośliny zdążą ją wypić, krople na liściach działają jak soczewki i potrafią je przypalać, a temperatura wody wlanej do rozgrzanej gleby wywołuje u korzeni szok termiczny.
Ile wody potrzebuje ogród w upały?
Trudno podać jedną liczbę dla wszystkiego, ale orientacyjnie: rabaty z bylinami i krzewami chcą dziesięciu-piętnastu litrów wody na metr kwadratowy, raz na trzy-cztery dni. Warzywnik – więcej, kilkanaście litrów co drugi dzień, w zależności od tego, czy masz w nim pomidory, ogórki czy cukinie (wszystkie trzy uwielbiają wodę).
Najprościej zmierzyć to wiadrem: dziesięć litrów to mniej więcej tyle, ile mieści się w standardowym wiadrze. Wylej je powoli na metr kwadratowy rabaty i sprawdź po godzinie palcem, czy woda dotarła głęboko. Jeśli nie, następnym razem dolej.
Co podlewać pierwsze, gdy wody jest mało
Kiedy susza się ciągnie, a wody w studni jest coraz mniej, musisz zdecydować, co ratujesz w pierwszej kolejności. U mnie hierarchia wygląda tak:
- Donice i pojemniki na tarasie – wysychają najszybciej, w upalne dni niektóre rośliny jak np. oleander wymagają podlewania nawet dwa razy dziennie.
- Rośliny posadzone w tym roku – nie zdążyły wypuścić głębokich korzeni, bez wody nie przeżyją.
- Warzywnik – szczególnie pomidory, ogórki, cukinie, sałata. Bez wody nie zawiążą owoców albo zrzucą te, które już są.
- Krzewy owocowe i drzewa owocowe w okresie owocowania – porzeczki, agrest, młode jabłonie z zawiązanymi jabłkami.
- Rabaty z bylinami i krzewami ozdobnymi – odporne, ale w długiej suszy się poddają.
- Trawnik – odpuść. Trawa pożółknie, ale po pierwszych jesiennych deszczach odbije sama.
Donice i balkon – najszybciej wysychają
Ziemia w donicy ma ograniczoną pojemność, a dodatkowo powierzchnia gleby wystawiona na wiatr powierzchnię. W upalny dzień donica wysycha w pięć-sześć godzin. Pelargonie, surfinie i pomidory w pojemnikach trzeba podlewać dwa razy dziennie: rano i wieczorem.
Trik, który u mnie się sprawdza: po podlaniu przykryć powierzchnię ziemi w donicy cienką warstwą kory albo żwiru. Ogranicza parowanie o połowę.
Nowe nasadzenia z tego roku – bez wody nie przeżyją
Roślina posadzona tej wiosny ma korzenie zamknięte w bryle ziemi wielkości doniczki, z której wyszła. Nie ma jeszcze dostępu do głębszych warstw gleby, gdzie jeszcze trzyma się trochę wilgoci. Jeśli nie podlejesz, uschnie,nawet jeśli to gatunek docelowo odporny na suszę.
Te rośliny dopilnuj. Reszta poradzi sobie znacznie lepiej, niż myślisz.
Warzywnik – szczególnie pomidory i ogórki
Pomidory bez wody zrzucają kwiaty i zawiązki, ogórki gorzknieją, sałata strzela w łodygi i staje się niejadalna. Warzywa to grupa, którą podlewam najczęściej, co drugi dzień, obficie, prosto w ziemię, nigdy po liściach.
Cukinia czy dynia są wyjątkowo wdzięcznym warzywem w suszy: jedno porządne podlewanie co trzy dni wystarcza, a roślina nadal owocuje.
Co możesz odpuścić: trawnik i ustabilizowane krzewy
Trawnik wygląda dramatycznie, kiedy żółknie, ale jego korzenie żyją. Po pierwszych deszczach trawa odbija w ciągu dwóch-trzech tygodni i znów będzie zielona. Polewanie żółtego trawnika w środku lata to jak wylewanie wody w piasek, chyba że dasz mu tej wody naprawdę dużo i regularnie, ale czasami w krytycznych sytuacjach lepiej te wodę przeznaczyć na warzywa ewentualnie byliny i kwiaty.
Krzewy ozdobne i drzewa, które rosną u Ciebie od kilku lat, mają korzenie na tyle głębokie, że wytrzymają nawet długą suszę. Mogą zrzucić część liści, mogą wyglądać smutno, ale przeżyją. Wody dla nich możesz oszczędzać.
Linie kroplujące – najlepsza inwestycja, jaką zrobiłam w swój ogród
Kilka lat temu zmieniłam sposób podlewania i był to przełom, którego efekty widzę do dziś. Zamiast węża i konewki rozłożyłam na rabatach linie kroplujące – cienkie przewody z otworami w równych odstępach, które podają wodę dokładnie tam, gdzie jest potrzebna: prosto do gruntu, pod korzenie, nigdy na liście.
Dwie zmiany, które od razu rzuciły się w oczy. Po pierwsze, zużycie wody spadło wyraźnie. Woda kapie powoli, wsiąka tam, gdzie ma wsiąknąć, i nie odparowuje z rozgrzanej powierzchni, jak to się dzieje przy zwykłym podlewaniu z węża. Po drugie, rośliny wyglądają lepiej. Bo nie polewam już wody po rozgrzanych liściach, więc nie ma poparzeń ani chorób grzybowych z mokrego listowia.
Linie kroplujące podłącza się pod kran.. Najprostszy zestaw startowy to kilkaset złotych, odpłaca się w jednym sezonie, jeśli policzysz oszczędności na wodzie i na zdrowiu roślin (mniej chorych krzewów to mniej pieniędzy na środki ochrony i mniej wyrzuconych roślin do wymiany). Jeśli planujesz większą zmianę w swoim ogrodzie, polecam to bardzo: nie ma sensu walczyć z wężem co rano, kiedy można puścić wodę z kropelek i zająć się czymś innym.
To jednak rozwiązanie długoterminowe, którego nie zainstalujesz dziś po południu. Jeśli susza już trwa, wróć do tego pomysłu, kiedy spadnie pierwszy jesienny deszcz i będziesz miała czas planować zmiany na przyszły sezon.
Mulcz to twój sprzymierzeniec – jak go zrobić w weekend
Mulczowanie, czyli wyłożenie powierzchni gleby wokół roślin warstwą materiału organicznego, to najprostsza rzecz, jaką możesz zrobić w jeden weekend, żeby zatrzymać wodę w ziemi. Mulcz działa jak parasol: gleba pod nim jest chłodniejsza nawet o kilka stopni, woda nie odparowuje, a poza tym jest jeszcze jedna wartość dodana, chwasty mają mniejsze szanse się wkraść.
U siebie mulczuję regularnie korą – to mój sprawdzony sposób, który nauczyłam się stosować, kiedy zauważyłam, że rośliny na rabatach z mulczem wytrzymują dłuższe przerwy bez podlewania niż te na gołej ziemi.
Czym mulczować, jeśli nie masz kory pod ręką
- Kora sosnowa – jest najczęściej polecana, bo ładnie wygląda i wolno się rozkłada, ale w awaryjnej sytuacji nadaje się wiele innych materiałów.
- Zrębka iglasta lub liściasta – to nic innego jak zmielone rębakiem gałęzie, materiał o takich samych właściwościach jak kora sosnowa, różni się od kory barwą, jest jasna, i strukturą, jest drobniejsza.
- Skoszona trawa – najtańszy mulcz świata. Przed wyłożeniem rozłóż ją na słońcu na dzień, żeby trochę przyschła. Świeża, mokra trawa fermentuje i może spalić korzenie.
- Liście z poprzedniego roku – jeśli zostały z jesieni, są gotowe do użycia.
- Słoma – szczególnie dobra w warzywniku, pomiędzy krzakami pomidorów i truskawkami.
- Karton i gazety – sprawdzą się jako warstwa pod mulczem ozdobnym, blokują chwasty i zatrzymują wilgoć.
- Igliwie – pod borówkami, różanecznikami i wrzosami, bo zakwasza glebę.
Ile mulczu wsypać i gdzie NIE wsypywać
Warstwa pięć-siedem centymetrów. Cieńsza nie zadziała, grubsza może przyduszać korzenie.
Ważne: nie obsypuj mulczem pni drzew ani szyjek korzeniowych roślin. Zostaw kilka centymetrów wolnej przestrzeni wokół każdego pnia. Mulcz dotykający bezpośrednio kory drzewa albo łodygi byliny trzyma w tym miejscu wilgoć i zaprasza choroby grzybowe oraz gryzonie.
Trawnik w suszy – koś wysoko albo nie koś wcale
Krótko strzyżona trawa wysycha najszybciej. Cienkie źdźbła nie dają sobie cienia, słońce nagrzewa darń, a korzenie się przesuszają.
W upalne lato podnoszę nóż w kosiarce do najwyższej możliwej pozycji — pięć, sześć centymetrów. Wyższa trawa ocienia własne korzenie i sąsiednie źdźbła, a darń pod nią pozostaje wilgotna dłużej. Wygląda to mniej może mniej doskonale i estetycznie, ale trawnik przeżyje w lepszej kondycji.
Jeśli upały są naprawdę silne – przestaję kosić w ogóle. Trawa w stresie nie rośnie, więc i tak nie ma co kosić, a każde cięcie to dla niej dodatkowa rana, którą musi zagoić, a do tego jest trawie potrzebna woda.
Czy żółty trawnik to martwy trawnik?
Nie. Trawa to roślina przystosowana do suszy, w stresie wodnym wchodzi w stan uśpienia, oddaje liście, ale korzenie żyją. Po pierwszych porządnych deszczach (zwykle koniec sierpnia, wrzesień) zaczyna odbijać i w ciągu dwóch-trzech tygodni jest znów zielona.
Jedyne, czego nie wolno robić z trawnikiem w suszy: deptać go. Wysuszona darń łamie się pod stopami i wtedy faktycznie umiera. Jeśli musisz przejść do garażu czy szopy i wytycz jedną ścieżkę i chodź zawsze tędy.
Najlepszy ogród w suszy to ogród, który nie wymaga ratowania
Każdy sezon suszy to dla mnie lekcja, że najmniej wody zużywa ogród, który od początku jest zaprojektowany pod swoje warunki. Kilka lat temu siadłam do przeprojektowania swoich rabat i to była zmiana, która oszczędziła mi mnóstwo pracy w upalne lata.
Podzieliłam ogród na strefy według nasłonecznienia. W miejscach, gdzie słońce praży od rana do wieczora, posadziłam rośliny, które takie warunki kochają i nie reagują na suszę panicznie: lawendę, rozchodniki, trawy ozdobne, jeżówki. W zacienionych zakątkach pod drzewami i przy ścianach, gdzie gleba dłużej trzyma wilgoć, znalazły miejsce rośliny wilgocio- i cieniolubne — funkie, bergenie, języczki. To nie są „rośliny odporne na suszę”, ale rosną w warunkach, w których susza dociera do nich znacznie wolniej.
Z bylin do strefy zacienionej szczególnie polecam trzy:
- Funkia – jedna z moich ulubionych bylin cieniolubnych. W cieniu drzew, gdzie nic innego nie chce rosnąć, tworzy gęste kępy ozdobnych liści i wybacza całkiem długie przerwy w podlewaniu, jeśli ma dobrze zmulczowaną glebę.
- Bergenia – niesamowicie wytrzymała bylina, która znosi i półcień, i suszę i polskie mrozy. Idealna na trudne zakątki, w których przez połowę dnia nic się nie dzieje.
- Języczka pomarańczowa – kwitnie pomarańczowymi, ciepłymi kwiatami w cieniu, gdzie większość kwitnących bylin sobie nie radzi. Wymaga wilgotnej gleby, więc strefa zacieniona z mulczem to dla niej idealne miejsce.
A do strefy słonecznej, jeśli chcesz roślinę, która „nie zauważa” suszy:
- Rozchodnik okazały – sukulent, który magazynuje wodę w mięsistych liściach. Posadzony raz, kwitnie i rośnie nawet po tygodniach bez deszczu, bez Twojej interwencji.
- Lawenda – uwielbia pełne słońce i ubogą glebę, prawie bez podlewania, w upały pachnie najmocniej. Bywa kapryśna jeśli dostanie zacienione miejsce z żyzną glebą.
- Krwawnik – bylina rodzima pochodzi z suchych terenów, jest absolutnie bezproblemowa i samodzielna, a najlepsze jest to, że kwitnie całe lato.
- Trawy ozdobne – większość gatunków pochodzi ze stepów i prerii, gdzie susza to standard. W ogrodzie tworzą lekkie, ruchome kępy, które kołyszą się przy każdym powiewie, a podlewania wymagają tylko w pierwszym roku po posadzeniu. U siebie mam kilka odmian miskantów, rozplenic i turzycy japońskiej, wszystkie doskonale znoszą polskie lato i mroźną zimę. Czego nie polecam: trawy pampasowej. Jest piękna, ale w cięższe zimy potrafi przemarznąć nawet pod okryciem, kilka razy się o tym przekonałam i w końcu się poddałam.
Przeprojektowanie ogrodu nie jest projektem na jeden weekend, ale każda rabata, którą zaprojektujesz pod warunki jakie masz w tym miejscu ogrodu, to o jedną rabatę mniej do ratowania w przyszłe lato.
Co zrobić, gdy gmina zakaże podlewania wodą pitną
W mojej gminie zakazu jeszcze nigdy nie było, ale wiem, że w wielu miejscach w Polsce takie ograniczenia w lipcu i sierpniu wchodzą coraz częściej. Dlatego dawno temu wstawiłam pod rynnę zbiornik na deszczówkę – żeby w razie czego mieć z czego podlewać przynajmniej najważniejsze rośliny.
Zbiornik na deszczówkę – czy warto kupić teraz, w trakcie suszy
Nie, w trakcie suszy zbiornik nie pomoże, bo i tak nie ma czym go napełnić. Ale jeśli przeżywasz właśnie pierwsze ograniczenia podlewania i obiecujesz sobie, że od jesieni zaczniesz zbierać deszczówkę – kup zbiornik zaraz. Najtańsze rozwiązanie to plastikowa beczka pod rynnę: kosztuje niedużo, podłącza się ją do rury spustowej i napełnia przy pierwszym deszczu. Większe zbiorniki naziemne mieszczą kilkaset litrów.
Deszczówka ma jeszcze jedną zaletę: nie zawiera chloru, ma temperaturę otoczenia i rośliny ją uwielbiają. To po prostu lepsza woda niż z kranu.
Co możesz zrobić bez zbiornika – szybkie rozwiązania
Jeśli zbiornika nie masz, a deszcz w końcu spadnie, podstaw pod każdą rynnę wiadra i miski. To brzmi prymitywnie, ale w pół godziny średniego deszczu nazbierasz kilkadziesiąt litrów wody z samego dachu domu.
Wodę z miski po umyciu warzyw, po opłukaniu owoców, po gotowaniu makaronu (po wystudzeniu, bez soli) możesz wylać na rabaty. Nie zmieni klimatu, ale w długiej suszy każdy litr jest na wagę złota.
Wodę z kąpieli i prysznica (tak zwaną wodę szarą) można wykorzystać do podlewania drzew i krzewów ozdobnych, pod warunkiem że używasz łagodnych, biodegradowalnych mydeł. Nie wylewaj jej na warzywa i nie na nowe nasadzenia.
Czego NIE robić podczas suszy (najczęstsze błędy)
Suszę przeżyłam w swoim ogrodzie wielokrotnie i widzę zawsze te same błędy, które popełniają sąsiedzi i znajomi:
- Zraszanie liści w słońcu. Krople wody na liściach w południe to gotowy przepis na poparzenia.
- Nawożenie podczas suszy. Nawóz bez wody to dla korzeni szok osmotyczny. Roślina, zamiast pobierać wodę, zaczyna ją oddawać. Nawożenie odkładamy na porę deszczową.
- Przesadzanie roślin. Każde przesadzenie to uszkodzenie korzeni. W suszy uszkodzone korzenie nie zregenerują się, roślina uschnie. Wszystkie planowane przesadzenia odkładamy na jesień.
- Krótkie koszenie trawnika. Już o tym pisałam wyżej, ale powtórzę: krótka trawa w suszy umiera szybciej niż wysoka.
- Codzienne, krótkie podlewanie. Też było wyżej, rośliny uczą się płytkich korzeni i są coraz bardziej zależne od wody z węża.
I jedna rzecz, która nie jest błędem, ale warto o niej wiedzieć: woda z deszczu jest dla roślin nieporównywalnie lepsza niż z kranu. Zauważyłam to wielokrotnie u siebie, po jednej porządnej burzy ogród dostaje takiego kopa energetycznego, jakiego nie dałoby mu nawet dwa tygodnie sumiennego podlewania ze studni. Nie wiem, czy to kwestia chloru w wodzie z kranu, czy mineralizacji, czy tego, że deszcz spada równomiernie na cały ogród, wiem tylko, że żaden wąż tego nie zastąpi. I że dlatego warto na deszczówkę czekać, łapać ją i oszczędzać.
by