24 sierpnia, 2026
Fotografia przedstawia przytulny, wyłożony ciemnoszarymi płytami tarasowymi na parterze nowoczesnego budynku mieszkalnego. Nad tarasem wznosi się solidna, drewniana pergola, którą porasta winorośl, tworząc naturalne zadaszenie. Na tarasie stoi zestaw mebli ogrodowych z technorattanu tj. sofa z fotelami oraz stół drewniany. Na stole stoi doniczka z fioletowym wrzosem. Po lewej stronie, na trawniku, znajduje się wiszący fotel bujany typu kokon z jasną poduszką. W tle widać wypielęgnowany ogród z bujną zielenią, krzewami, kwiatami i wiklinowym płotem. Obok wejścia do budynku stoi skrzynka różową pelargonią.

Meble ogrodowe na niezadaszony taras. Jakie wybrać, żeby nie wymieniać ich co kilka lat?

Sosnowy stół stoi na moim niezadaszonym tarasie od dwudziestu lat, a meble wiklinowe rozpadły mi się po kilku. Traktowałam jedne i drugie tak samo, z jedną różnicą: stół co dwa lata impregnuję, a wikliny impregnować się nie da. Ta jedna rzecz zdecydowała. Bo o trwałości mebli na tarasie nie decyduje to, czy materiał jest naturalny, tylko czy da się go zabezpieczyć.

Dlaczego wiklina rozpadła się, chociaż zimowała w garażu?

Moje meble wiklinowe zaczęły niszczeć od pękania. Najpierw pojedyncze pręty, potem coraz więcej, aż plecionka zaczęła właściwie kruszeć w palcach. Siedziska foteli zapadły się pod ciężarem. Pleśni nie było w ogóle, ani ciemnych plam, ani zapachu stęchlizny.

Ten brak pleśni jest tu najważniejszy, bo pokazuje, co się z tą wikliną naprawdę stało. Gdyby gniła, miałabym plamy i nieprzyjemny zapach, a chowanie do garażu przed wilgocią rzeczywiście by pomogło. Ale ona nie gniła. Ona skruszała.

Wiklina to wysuszone pędy wierzby. Na niezadaszonym tarasie przez cały sezon nasiąkają deszczem i wysychają w słońcu, i tak w kółko, od kwietnia do września. Przy każdym takim cyklu pręt pęcznieje i się kurczy. Włókna po którymś razie tracą sprężystość i zaczynają się łamać. Zapadnięte siedzisko to końcowy etap, bo plecionka pod ciężarem człowieka pracuje najmocniej i puszcza pierwsza.

Wszystko dzieje się wtedy, gdy meble stoją na tarasie i normalnie się z nich korzysta. Chowałam wiklinę przed mrozem i śniegiem do garażu, robiłam to sumiennie każdej jesieni, ale i tak to jej nie uratowało, bo nie mróz był głównym problemem, tylko warunki w jakich meble stały w sezonie od wiosny do jesieni.

Zostaje pytanie, czy dało się zrobić coś więcej. Nie znalazłam nic. Nie ma preparatu, którym zabezpieczyłabym wiklinę tak, jak zabezpieczam drewno. Powłoki, które da się na nią położyć, i tak pękają razem z prętem, bo pręt pracuje pod spodem.

Ile pracy kosztuje drewniany stół na tarasie?

Mój stół jest sosnowy, czyli z najtańszego drewna, jakie w ogóle dostaniesz w meblach ogrodowych. Stoi na niezadaszonym tarasie, więc łapie każdy deszcz od wiosny do jesieni. Co dwa lata go oczyszczam i pokrywam impregnatem do drewna. Na jesieni chowam go do garażu i czeka tam do wiosny. Ma dwadzieścia lat i nadal jest w dobrym stanie.

W poradnikach konserwacja drewna pojawia się zwykle po stronie wad, jako cena, którą płacisz za ładny wygląd. U mnie wyszło odwrotnie. Ta praca jest jedynym powodem, dla którego najtańszy materiał z całego tarasu przeżył plecionkę czterokrotnie. Sosna sama z siebie nie jest trwała. Trwały jest cykl: oczyść, zaimpregnuj, schowaj na zimę.

Nie twierdzę, że każdy sosnowy stół wytrzyma dwadzieścia lat. Twierdzę, że mój wytrzymał i wiem dokładnie, co przy nim przez ten czas robiłam.

Technorattan czy plastik? Dwie rzeczy, które wyglądają tak samo

Tu zaczyna się kłopot, bo w sklepie stoją obok siebie dwie rzeczy wyglądające niemal identycznie, a zrobione z czego innego. Jedno to technorattan, czyli plecionka z tworzywa naciągnięta na metalową ramę. Drugie to pełne meble z plastiku odlanego tak, żeby imitował plecionkę. Na oko trudno je odróżnić. Mam u siebie i jedno, i drugie, więc powiem, jak się sprawują.

Pisałam również o:  Jak pozbyć się babki z trawnika, gdy wyrywanie już nie wystarcza?

Fotele z technorattanu kupiłam po wiklinie, właśnie dlatego, że wiklina zawiodła. Mam je od czterech lat. Plecionka nie pęka, nie wyblakła, nie zmieniła się w dotyku. Meble z plastiku imitującego rattan mam od pięciu lat i jest podobnie: są wygodne, ładnie wyglądają i nie wyblakły. Utrzymuję je w czystości niewielkim nakładem pracy. Po zimie, kiedy wystawiam je z garażu, myję je myjką ciśnieniową, a przez resztę sezonu wystarczy przetrzeć je wilgotną szmatką. Po tych pięciu latach nie mam im nic do zarzucenia.

Jedno zastrzeżenie. Wszystkie moje meble zimują w garażu — plastik i technorattan chowam razem z drewnianym stołem. Nie zostawiłam ich nigdy na tarasie na zimę, więc nie wiem, jak zniosłyby mróz i śnieg. To, że nie wyblakły, też trzeba czytać z tym zastrzeżeniem: u mnie widzą mniej słońca niż komplet stojący na dworze przez cały rok. I mam je dopiero cztery, pięć lat. Jak będą wyglądać w roku dziesiątym, nie wiem, bo tego jeszcze nie widziałam.

Jest za to jedna rzecz, którą naprawdę warto sprawdzić przed zakupem technorattanu: z czego jest rama. Moja jest aluminiowa. W tańszych zestawach trafia się stelaż stalowy i to on zwykle wysiada pierwszy, bo rdzewieje w miejscach spawów i pod plecionką, gdzie tego po prostu nie widać, dopóki fotel się nie ugnie. Plecionka może wtedy wyglądać jak nowa, a mebel i tak jest do wyrzucenia. Z aluminium tego problemu nie ma. W sklepie pytaj o ramę, nie tylko o plecionkę.

Czy meble z naturalnego rattanu nadają się na taras?

Rattan naturalny to zupełnie inny materiał niż wiklina, chociaż jedno i drugie się wyplata i na zdjęciu wygląda podobnie. Wiklina to wierzba, rośnie u nas. Ratan to pęd palmy z Azji Południowo-Wschodniej. Nie miałam mebli z naturalnego ratanu na tarasie, więc nie opowiem ci, jak zachowają, ale wyobraźnia podpowiada mi, że to jeszcze mniej trwały materiał niż nasza rodzima wiklina.

To, co da się powiedzieć z pewnością, dotyczy nazewnictwa, a akurat tu warto uważać. Rattan naturalny jest materiałem wnętrzarskim. Producenci przewidują dla niego salon i werandę pod dachem, a nie deszcz. Jeśli widzisz w sklepie zestaw ogrodowy opisany jako rattanowy, w praktyce prawie zawsze chodzi o technorattan, czyli plecionkę z tworzywa na metalowej ramie. Nazwa handlowa bywa myląca i skraca się ją chyba tylko dla wygody, więc pytaj wprost, z czego to jest zrobione.

Gdzie trzymam poduszki?

Poduszki mam w skrzyni ogrodowej, która chroni je przed deszczem i kurzem. To inny problem niż same meble i moim zdaniem pilniejszy, bo tkanina nasiąka dużo szybciej niż plecionka. Poduszka zostawiona na noc po ulewie potrafi pachnieć stęchlizną przez resztę sezonu, nawet jeśli fotelowi pod nią nic nie jest. Skrzynia jest estetyczna i pasuje do reszty mebli, stoi na tarasie przez cały rok, więc schowanie poduszek pod wieczór zajmuje tylko moment.

Cały komplet, stół i fotele, chowam do garażu jesienią. To u mnie część prac, które wpisują się w przygotowanie ogrodu do zimy.

Jeśli miałabym dziś kupować meble na taras bez zadaszenia, wybór zależałby wyłącznie od tego, ile pracy chcę przy nich mieć. Drewno wymaga impregnatu minimum co dwa lata. Technorattan na aluminiowej ramie i plastik imitujący plecionkę tej pracy nie potrzebują i po kilku latach u mnie wyglądają jak nowe. Wikliny bym nie kupiła po raz drugi, choć te meble podobały mi się najbardziej, nie dlatego, że jest naturalna, tylko dlatego, że nie ma jak jej pomóc i w efekcie szybko niszczeje.

Avatar photo

Ewelincia

Chodzę do ogrodu zgubić umysł, znaleźć duszę...

View all posts by Ewelincia →